Pierwszy prawdziwie wiosenny weekend tego
roku postanowiliśmy spędzić w Kazimierzu Dolnym, tym bardziej że mieliśmy co
świętować... Przed wieloma laty jeździłam z rodzicami do Kazimierza każdego
roku, na początku wakacji. Te pikniki nad Wisłą na zawsze pozostaną w mojej
pamięci. Teraz wszyscy idą do knajp i moim zdaniem dużo tracą bo wszystkie
restauracje w gruncie rzeczy są do siebie podobne w każdym mieście i to już tak
nie zostawia takich rzewnych wspomnień.
Tego roku mój pobyt w tym urokliwym
miasteczku miał jednak inny wymiar, a Kuncewiczówka była głównym punktem
programu. Zrezygnowaliśmy z przesiadywania na rynku, na rzecz długich spacerów
wąwozami. Niestety zdjęcia robiliśmy tylko w sobotę.
 |
| Wyobraźmy sobie, że ta para to Kuncewicze wracający do domu z miasteczka. |
 |
| Czyli Willa pod Wiewiórką |
 |
| Willa powstała na podstawie projektu Karola Sicińskiego. Był on również głównym architektem podczas odbudowy Kazimierza po wojnie. |
 |
| Po lekturze Kluczy sad za domem wyobrażałam sobie jako bardziej okazały. |
 |
Widok od strony sadu.
W środku byliśmy w niedzielę. Bilet wstępu kosztuje 8 zł. Najbardziej rozczulił mnie, znajdujący się w kuchni, spis sztućców sporządzony przez Kuncewiczową i odręczne notatki Marii z 1982 roku. W garderobie wisi obłędny płaszcz. |
Idąc dalej Wąwozem Małachowskiego możemy
zobaczyć kamień upamiętniający hrabiego Juliusza Małachowskiego, który poległ
pod Kazimierzem w czasie powstania listopadowego w 1831 roku. Tą drogą dotrzemy
także do ulicy Czerniawy. Na zboczu wąwozu znajduje się "ściana
płaczu" utworzoną z kamieni nagrobnych zdewastowanych podczas II Wojny Światowej.
Ludzie zostawiają miedzy kamiennymi blokami karteczki z prośbami, podobnie jak
w Jerozolimie. My też to zrobiliśmy. Warto wejść za ścianę, gdzie jest cmentarz
żydowski.