piątek, 18 marca 2011

Biała gorączka

Jacek Hugo-Bader odwiedził Lublin w styczniu tego roku, w ramach cyklu spotkań z autorami współpracującymi z Wydawnictwem Czarne – Czarne inspiracje. Wydał mi się wtedy niezwykle sympatyczny, z poczuciem humoru i z talentem gawędziarskim. Jest to człowiek z pasją. Pokochał Rosję i kraje byłego ZSRR. Pierwszy raz trafił tam przypadkowo żeby przeprowadzić wywiad w języku, którego nie znał. Kilka lat później stał się „specjalistą” od Rosji. Pisze o Rosji, a także o sobie bez patosu, otwarcie i myślę że szczerze.

Książka, którą będę dzisiaj polecać jest świetnie napisanym reportażem o niezwykłej wyprawie, na jaka wybrał się szalony Jacek Hugo-Bader. Postanowił on mianowicie przejechać samotnie całą Rosję od Moskwy do Władywostoku. Na domiar złego postanowił zrealizować swój plan w zimie i w dodatku zawodnym samochodem – UAZ-469. Przed podróżą uzyskał taką radę:
„- Główna zasada, to nikomu nie wierzyć. Z nikim po drodze nie rozmawiać i, nie daj Boże, pić wódki.  Po nocy nie chodzić, nie zatrzymywać się koło bazarów i nie wynajmować mieszkań od kobiet, co pod dworcami stoją. W Rosji ludzie dzicy, bardzo agresywni. Jak w głuszy samochód nawali, a noc idzie, od razu w głąb lasu. Tam stawiać namiot.
- Zima za pasem.
- Do lasu mówię. Do wilków, nie do ludzi.”

Podróż zajęła mu 55 dni, samochód był w tym czasie remontowany 11 razy w różnego rodzaju warsztatach, które jak nie trudno się domyślać, nie są gęsto rozmieszczone  na bezkresnej Syberii. Zdarzyło mu się jechać kilkaset kilometrów bez hamulców, albo na trójce, bo czwarty bieg odmówił dalszej współpracy. Spotkał po drodze niezwykłych ludzi, usłyszał niezwykłe historie. To świadczy o samym autorze, jaki kontakt potrafi nawiązać z nawet bardzo prostymi osobami, jakie wzbudza zaufanie, ze ludzie mu się zwierzają i jaką ma ciekawość tych historii i osób. 

Miłość Badera do Rosji nie jest ślepa. Autor bierze pod lupę głownie to co brzydkie i śmierdzące w tym kraju: pijaństwo, HIV, narkomanię, bezdomność, biedę, prostytucję, śmierć, przestępczość, krwiożercze, bezpańskie psy na obrzeżach miast, itd. itp. Potrafi te wszystkie zjawiska opisać bez epatowania drastycznymi obrazami, subtelnie, ale bez cenzury. Postsowiecka rzeczywistość Rosji to także świat głębokich kontrastów. Tutaj najwięcej sprzedaje się luksusowych towarów, takich jak samochody, ubrania, biżuteria, sprzęt. Na jedno bezdomne dziecko przypada milioner, którego jednak nie spotkamy na kartach tej książki.
Jacek Hugo-Bader mówił w Lublinie, że nie potrafi zmyślać, wszystko co pisze to wynik obserwacji, zdjęć, nagrań na dyktafonie i zawodnej pamięci. Dopuszcza do głosu swoich bohaterów, pozwala im snuć swoje opowieści, które skrzętnie rejestruje, a następnie pilnuje swoich materiałów jak oka w głowie. Podobnie dba tez o siebie, żeby tylko cało i zdrowo wrócić do kraju i napisać reportaż. Tak twierdzi, ale czytając o tym gdzie się pcha trudno wierzyć , że jest tak ostrożny.

Książka jest niebezpiecznie wciągająca, bardzo ciekawa i świetnie napisana, z poczuciem humoru – kilka razy śmiałam się w głos, zwłaszcza kiedy czytałam jak autor próbował nadać do Polski paczkę z rzeczami osobistymi – sytuacja jak z Monty Pythona.
W Białej gorączce znajdziemy też inne reportaże, które ukazywały się w Gazecie Wyborczej, opowiadające o krajach byłego ZSRR m.in. bardzo ciekawy tekst o Mołdawii. Jeśli czegoś miałabym się czepiać to chyba jedynie małej ilości zdjęć.
Serdecznie polecam, zwłaszcza tym narzekającym na nasz kraj.

poniedziałek, 14 marca 2011

Hańba

Coetzee od dawna należy do grona moich ulubionych pisarzy. Jego książki wywierają na mnie ogromne wrażenie i myślę, że jest to odczucie wielu osób. Autor potrafi stworzyć niesamowity nastrój w swoich powieściach. Coetzee nie pisze bardzo rozbudowanych, wielowątkowych historii. Jego powieści można streścić w kilku zdaniach, jednak pozostawiają po sobie jakiś ślad w duszy wrażliwego czytelnika. 

Powieść Hańba (Disgrace) została uhonorowana nagrodą Bookera w 1999 roku. Wiele osób wciąż uważa, że jest to jedna z bardziej zasługujących pozycji do tej nagrody.  Coetzee jest jednym z dwóch pisarzy, którym udało się zdobyć to wyróżnienie dwukrotnie. Hańba  dotyka ważnych kwestii ludzkich i politycznych bez zbędnego patosu, prostymi słowami i bez próby moralizowania. Czytelnik ma dużą swobodę w określeniu swojego zdania na temat tych kwestii.

David Lurie wykładowca w Technical University of Cape Town, człowiek w średnim wieku, po dwóch rozwodach wdaje sie w romans ze studentką. Kiedy informacja o romansie staje się publiczna, Lurie rezygnuje ze stanowiska i decyduje się wyjechać do córki Lucy, mieszkającej samotnie na pustkowiu i prowadzącej swoją farmę. Lurie stara się podźwignąć i odnaleźć na nowo swoje miejsce w świecie. Spokojny rytm życia na farmie oraz pomoc w klinice dla zwierząt mają doprowadzić do przemiany wewnętrznej bohatera. Spokój nie trwa długo. Ojciec i córka zostają napadnięci przez trzech czarnoskórych mężczyzn. Lucy zostaje zgwałcona, David podpalony. Napastnicy okradają ich i uciekają samochodem Davida. Od tej pory oboje zmagają się ze swoją Hańbą co bynajmniej ich nie zbliża, wręcz przeciwnie i wspólne życie w jednym domu przestaje być możliwe. Ojciec i córka przedstawiają dwie strony - hańbionego i hańbiącego - być może właśnie dlatego tak trudno im się porozumieć.
Zakończenie książki nie przedstawia rozwiązania problemów. Historia zostaje przerwana zanim dowiemy się jakie decyzje podejmie Lucy, jak dalej ułoży się jej życie jako jedynej białej w społeczności czarnych. Czy Davidowi uda się pogodzić z tym jakie życie wybrała jego córka, czy on sam zadomowi się na dłużej w małym miasteczku w pobliżu farmy córki, jak rozwiąże swoje problemy finansowe, itd. Książka pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi.
Sposób myślenia bohaterów powieści Coetzee jest tak odmienny od mojego, zwłaszcza poglądy Lucy, że często lektura ta doprowadzała mnie do silnej irytacji. Być może jest to wynik różnic kulturowych, albo celowy zabieg autora tak czy inaczej trudno ją lubić. 

Do pełniejszego zrozumienia politycznego tła powieści warto co nieco dowiedzieć się na temat apartheidu i przemian jakie dokonują się w Republice Południowej Afryki na skutek demokratyzacji. http://www.psz.pl/tekst-3184/Malgorzata-Piasecka-Ksztaltowanie-sie-demokracji-w-RPA
 

środa, 9 marca 2011

Stephen Hawking



Człowiek, który uparł się, żeby dostarczyć dowodów na nieistnienie Boga, naukowiec, kosmolog, fizyk, Lucasian Professor of Mathematics na Uniwersytecie w Cambridge.

Przeszło dwadzieścia lat temu Hawking napisał i wydał książkę A Brief History of Time (Krótka historia czasu), która szybko stała się bestsellerem i klasyczną pozycją literatury popularnonaukowej.  Prawdopodobnie większość czytelników niewiele z niej zrozumiała, wiele zakupionych egzemplarzy zdobi półki osób uważających się za intelektualistów. I tylko zdobi. Autor – sparaliżowany profesor stał się celebry tą. Nakręcono o nim wiele filmów, udzielił setek wywiadów, a ludzie na ulicach zaczepiali go i wyrażali swoje uznanie dla jego pracy.
W swej książce Hawking pisze, że prawdopodobnie fizyka wkrótce się skończy tzn. odkryje garść zasad wyjaśniających jak i dlaczego powstał wszechświat oraz jaka jest jego przyszłość. Był chyba zbyt optymistyczny bo do tej pory jest jeszcze wiele niewyjaśnionych aspektów świata, w którym żyjemy. W książce przeczytamy o fascynującym zjawisku względności czasu, pracy autora nad czarnymi dziurami (odkrył, że emitują promieniowanie), naturą wielkiego wybuchu, czasie i przestrzeni, fascynujących i sprzecznych z logiką zachowaniach cząstek elementarnych. We wprowadzeniu Carl sagan pisze, że jest to również książka o nieobecności Boga. 

„Z koncepcji czasu i przestrzeni tworzących jeden skończony obiekt bez brzegów wynikają głębokie implikacje dotyczące roli, jaką może odgrywać Bóg w sprawach tego świata. W miarę postępu nauki większość ludzi doszła do przekonania, że Bóg pozwala światu ewaluować zgodnie z określonym zbiorem praw i nie łamie tych praw, by ingerować w bieg wydarzeń. Prawa te nie mówią jednak, jak powinien wyglądać wszechświat w chwili początkowej, zatem Bóg wciąż jest tym, kto nakręcił zegarek i wybrał sposób uruchomienia go. Tak długo, jak wszechświat ma początek, można przypuszczać, że istnieje jego Stwórca. Ale jeżeli wszechświat jest naprawdę samowystarczalny, nie ma żadnych granic ani brzegów, to nie ma też początku ani końca, po prostu nie istnieje. Gdzież jest wtedy miejsce dla Stwórcy”.

Hawking zdecydował się napisać książkę popularnonaukową aby podreperować budżet. Niezbędna w tym czasie stała się pomoc wykwalifikowanej pielęgniarki, poza tym duże koszty wiązały się z wykształceniem dzieci. Początkowo nikt nie chciał wydać tej książki. Wydawnictwo uniwersyteckie zaproponowało mu za nią śmieszne pieniądze. Na szczęście, w tym czasie ukazał się w Stanach Zjednoczonych artykuł na temat niepełnosprawnego naukowca z Cambridge. Artykuł przeczytał pewien wydawca i zainteresował się tą historią. Szybko dowiedział się, że Hawking pisze książkę popularnonaukową. Jako pierwszy odkrył w tym żyłę złota. Od tego momentu potoczyła się lawina, która doprowadziła do tego, że książkę wydano w kilkudziesięciu krajach i rozeszła się na pniu. Po dwóch dniach dystrybucji trzeba było robić dodruk.
Wiele czynników złożyło się na niesamowity sukces Krótkiej historii czasu. Nie będę ich tu analizować. Przeczytałam najpierw  biografie autora i zdecydowałam się sięgnąć po książkę Hawkinga. Mimo, że to jak już wspomniałam wyżej, klasyczna pozycja, to ciężko znaleźć ją w bibliotece. Po dłuższych poszukiwaniach zrezygnowałam i postanowiłam ją kupić. Jakie było moje zaskoczenie kiedy się okazało, że książka jest dostępna od ręki w Empiku!
Na pewno nie jest to książka dla każdego miłośnika literatury popularnonaukowej. Jest to pozycja zupełnie innego kalibru niż na przykład Krótka historia prawie wszystkiego Brysona. Jest trudna, wymaga skupienia żeby coś zrozumieć a i tak zwykły śmiertelnik nie bardzo się orientuje o czym to. Mnie na przykład pokonała teoria strun – nie mam pojęcia o co w tym chodzi. A nie jestem może pierwszym lepszym czytelnikiem ponieważ interesuję się takimi sprawami i sporo czytam. Pomogła mi też lektura biografii, w której John Gribbin wyjaśnia w bardziej przystępny sposób nad czym pracował Hawikng. Pomocny będzie też film Stephen Hawking: Master of the Universe.

Stephen Hawking urodził się dokładnie 300 lat po śmierci Galileusza w 1942 roku. W wieku 21 lat dowiedział się, że prawdopodobnie nie uda mu się dokończyć studiów i zrobić doktoratu z fizyki z powodu nieuleczalnej choroby. Lekarze dawali mu dwa lata życia. Co ciekawe jako student, jeden z największych naukowców świata, słyną głównie z zamiłowania do zakrapianych imprez. Choroba – stwardnienie zanikowe boczne – wszystko zmieniła. Jego ciało odmówiło współpracy, został mu tylko umysł i postanowił zrobić z niego użytek. Obecnie Hawking komunikuje się ze światem za pomocą jednego mięśnia policzka. Mimo swej choroby założył rodzinę, ma trójkę dzieci, dwukrotnie się ożenił, zdobył prawie wszystko co może zdobyć naukowiec. Nie dostał jedynie Nobla i prawdopodobnie nigdy nie dostanie z dwóch powodów. Zaciekawiło? Odpowiedź na to pytanie i wiele innych w biografii (Stephen Hawking A Life In Science Michael White i John Gribbin).

Polecam

poniedziałek, 28 lutego 2011

Dwie proste historie


Zdecydowanie nie jestem kinomanką. Kiedy wieczorem mam wybór: film czy książka – prawie zawsze wybieram książkę.
Wczoraj była ta rzadka okazja kiedy to zdecydowałam się na film. Słucham dość często BBC 2 i słyszałam tam wiele bardzo pozytywnych komentarzy na temat filmu Jak zostać królem. Lubię te brytyjskie klimaty więc chętnie poświęciłam wieczór z książką na rzecz wieczoru w kinie.
Jak zostać królem to film o rodzinie królewskiej. Odsłania kulisy przejęcia tronu po śmierci króla Jerzego V. Starszy syn z powodu kobiety decyduje się abdykować, młodszy zaś syn zmaga się z wadą wymowy, co jest wielkim utrudnieniem dla króla. Minęły czasy kiedy zadaniem króla było defilowanie na koniu przed wiwatującym tłumem. Dzięki falom radiowym monarcha może dotrzeć ze swoim orędziem do wszystkich poddanych. Mogę sobie tylko wyobrazić jakie to wyzwanie dla osoby jąkającej się. Przyszła królowa matka wynajduje kolejnych doktorów, którzy mają uleczyć Bertiego. Kiedy jednak rozluźnianie krtani dzięki paleniu papierosów i czytanie z kamykami w ustach nie pomaga, trafia w końcu do specjalisty od wad wymowy z dalekiej Australii. Lionel Logue ma zupełnie inną metodę terapii. Nie będę zdradzać szczegółów fabuły, bo  warto samemu obejrzeć i się przekonać.
Film jest cudownie stonowany. Stonowanie to dotyczy wszystkiego, od strony emocjonalnej po kolory filmu. Ale to jest świetne, wspaniała odmiana po przeroście formy nad treścią w najnowszych produkcjach kinematograficznych, z rewolucyjnym Avatarem na czele. W tym filmie najważniejsza jest opowieść o człowieku, przede wszystkim o przyjaźni. Jest to naprawdę pokrzepiający film i do tego zabawny. Wszystko w dobrym stylu. Colin Firth jest niezwykle przekonujący w tej roli. Z wyglądu prawdziwie królewski – postawny, męski, wystarczy jednak zbliżenie na jego twarz, wyrażającą totalną bezradność i zawstydzenie. 



Oglądałam w tym roku dwa nominowane do Oscara filmy. Drugim jest polecany przez wszystkich Social Network. Tu też dominuje treść nad formą. Jest też ważny, ponieważ dotyczy fenomenalnego zjawiska jakim jest Facebook. Wynalazek ten już nas pewnie nie opuści, warto jednak się dowiedzieć jak to wszystko się zaczęło. To również jest opowieść o człowieku i to młodym, któremu udaje się w krótkim czasie osiągnąć spektakularny sukces. A przecież uwielbiamy takie historię bo dają nam nadzieję, ze wszystko jest możliwe i nasze życie też może się wspaniale odmienić.

Oba filmy polecam.

czwartek, 24 lutego 2011

Zwiedzanie Lublina

W najbliższą sobotę będzie można zwiedzać Lublin z przewodnikiem za darmo. W ten sposób obchodzony będzie Międzynarodowy Dzień Przewodników Turystycznych. W programie wycieczki znajdziemy głównie miejsca kultu, dwa z nich zostały wyróżnione Znakiem Dziedzictwa Narodowego. Można będzie zwiedzić między innymi kryptę archikatedry lubelskiej, gdzie kilka dni temu pochowany został arcybiskup Życiński.
Będzie to z pewnością świetna okazja, żeby zapoznać się z historią miasta i odkryć jego niedoceniane skarby. Zbiórka o 10:30 na Placu Zamkowym.


Polecam to wydarzenie i mam nadzieję, że sama będę mogła w nim uczestniczyć, bo jak większość mieszkańców Lublina, wiem o swoim mieście bardzo mało....

wtorek, 22 lutego 2011

Michel Houellebecq "Cząstki elementarne"

Michel Houellebecq doprowadził do poważnego rozłamu wśród krytyków, nie mogli się bowiem zdecydować czy jest dobrym czy złym pisarzem. Sukces komercyjny Cząstek elementarnych uczynił z niego autora cenionego i znaczącego, ale nadal ma on zagorzałych przeciwników.
Przeczytałam w zeszłym roku Poszerzenie pola walki, którą odebrałam jako bolesną i wiarygodną. Teraz sięgnęłam po Cząstki elementarne żeby ostatecznie wyrobić sobie zdanie na temat tego pisarza. Książka jest mocna, dosadna, gorzka i sugestywna. Zdecydowanie tylko dla dorosłych, ponieważ nasycona została seksem do granic wytrzymałości czytelnika.

cząstki elementarne, obiekty, których istnienie i wzajemne oddziaływanie pozwala wyjaśnić formy występowania i zachowania się materii. (Encyklopedia PWN)

Dwóch przyrodnich braci: jeden całkowicie pochłonięty swoja karierą naukową biolog (Michel), drugi seksoholik (Bruno). Porzuceni przez matkę, która wybrała życie w komunie w słonecznej Kalifornii, co odcisnęło na ich rozwoju nieusuwalne piętno, nigdy nie nauczyli się nie tylko okazywać, ale nawet przeżywać emocji. „Osoby, które Bruno miał okazję spotkać w swoim życiu, napędzało jedynie poszukiwanie przyjemności...”
 Książka pisana z perspektywy przyszłości. Autor, jak antropolog opisuje Francję pod koniec XX w. od rewolucji seksualnej po całkowity upadek wartości, zatarcie się granicy między dobrem a złem. Przedstawia zagubienie jednostki w świecie bez autorytetów i świętości, niepotrafiącej się odnaleźć w sytuacji moralnego dylematu. Dwa portrety współczesnego człowieka. Czy w takim świecie człowiek może być jeszcze szczęśliwy? Kiedy okazało się, że wolność, która była uosabiana z postępem, wcale nas nie uszczęśliwia. Wyzwoleni z jednych ograniczeń, trafiamy w inne, powodujące nie mniejsze cierpienia. Niemoc i bezradność człowieka wobec rzeczywistości.
 Ludzie jako cząstki elementarne, które mogą się zderzać i tworzyć odrębne byty, jednak zawsze są od siebie oddzielone. Człowiek nie przestanie być samotny we współczesnym świecie ponieważ wzajemne relacje interpersonalne uległy spłyceniu, ludzie stali się dla siebie obojętni lub brutalni. Często seks jest jedynym powodem spotkania drugiego człowieka, ale po raz kolejny okazuje się że to nie znosi murów miedzy ludźmi, a jest jedynie złudą i biologicznym motorem działania. Kruchość bliższych relacji międzyludzkich podkreślona jest przez Houellebecqa dość drastycznie bo poprzez uśmiercenie kobiet Michela i Bruna.
W książce roi się od odwołań do filozofii, literatury, filmu i muzyki, w których tkwi źródło moralnego upadku współczesnego człowieka. Bardzo pesymistyczna i ponura wizja świata i ludzi, a jednocześnie tylko trochę przesadzona. 

We are all going to die, but not before we rot slowly from the inside, make ourselves and others unbearably miserable, and become the patsies of a cynical society in thrall to the false gods of materialism and individualism. – do takiej refleksji doprowadziły Cząstki elementarne Alexa Clarke’a – recenzenta z The Guardian.

Świat opisywany przez Houellebecqa odchodzi powoli w zapomnienie. Zbliża się „mutacja metafizyczna” – „to znaczy radykalne i całościowe przemiany przyjętej powszechnie wizji świata – występują w historii ludzkości jedynie sporadycznie. Jako przykład tego zjawiska można podać pojawienie się chrześcijaństwa”. W 2029 roku powstał pierwszy człowiek nowego gatunku. 50 lat później ludzi wywodzących się ze starej rasy już prawie nie ma. „To dziwne z jaką łagodnością, rezygnacją, a nawet ze skrywana ulgą istoty ludzkie zgodziły się na wyginięcie własnego gatunku”.

niedziela, 20 lutego 2011

Aravind Adiga "Między zabóstwami"

W przypadku kilku moich ulubionych zespołów muzycznych niemalże regułą jest, że po spektakularnym sukcesie pierwszej płyty następuje spadek formy i druga płyta jest znacznie słabsza. Po czym trzecia znowu jest świetna. Czy ta zasada będzie też dotyczyła twórczości Aravinda Adigi? 
Biały tygrys był rewelacyjnym debiutem, docenionym przez czytelników i obsypanym nagrodami. Miedzy zabójstwami podoba mi się mniej, pewne wątki się powtarzają i nie jest tak barwna jak Biały tygrys, ale i tak uważam, że jest to książka warta przeczytania, a Adiga utrwalił tą powieścią swoje miejsce wśród utalentowanych współczesnych pisarzy.
Książka opowiada o fikcyjnym mieście Kittur leżącym nad Morzem Arabskim na południowo-zachodnim wybrzeżu Indii, w którym jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy z jakimi borykają się Indie: bieda, korupcja, społeczeństwo  kastowe, niesprawiedliwość, podziały religijne i socjoekonomiczne.
Tytuł wskazuje na przedział czasowy w jakim w Indiach dokonują się istotne zmiany polityczne i społeczne, od śmierci Indiry Gandhi w 1984 roku zastrzelonej przez własnych ochroniarzy do zabójstwa Rajiva Gandhiego w 1991 roku.
Między zabójstwami to połączenie przewodnika turystycznego i zbioru opowiadań. Mamy 14 bardzo nierównych opowieści wplecionych we fragmenty przewodnika. Wszystkich bohaterów Miedzy zabójstwami zarówno bogatych jak i biednych łączy jedno – nadzieja. Wszyscy jednak są bezradni, a ich bunt ma wymiar tragiczny:  dziewczynka marząca o tym by ojciec powiedział do niej „słoneczko”, przemierzająca całe miasto by zdobyć dla niego narkotyki, za wyżebrane wcześniej pieniądze;  stara panna z wyższej kasty, pracująca przez całe życie jako kucharka bogatych, księgarz, który upiera się nad sprzedawaniem powielanych własnoręcznie „Szatańskich wersetów”, właściciel fabryki litujący się nad tracącymi wzrok pracownicami…
Styl Adigi jest schludny i oszczędny, z nielicznymi opisami. Da się tu rozpoznać warsztat dziennikarski autora. Potrafi na zimno, bez emocji i zbędnego patosu przedstawiać czytelnikowi, często wstrząsające, obrazy współczesnych Indii. Oto kilka przykładów:
„Poczuł zapach bazylii, dowód, że istnieje na tym świecie dobro. Ale kiedy otworzył oczy, zobaczył dookoła siebie ziemię usłaną cierniami, upstrzoną odchodami, a do tego bezpańskie zwierzęta”.
„[…] ruszył wzdłuż ściany, nie zwracając uwagi na długi rząd żebraków. Byli miedzy nimi trędowaci siedzący na jakichś łachmanach, kaleki z uszkodzonymi rękami i nogami, inwalidzi na wózkach, niewidomi, którym bandaże zakrywały oczy, oraz stworzenie z krótkimi brązowymi kikutami podobnymi do foczych płetw w miejscu rąk, z jedną normalną nogą oraz miękkim brązowym kikutem zamiast drugiej. Owa istota leżała na lewym boku , ciągle podrywając się na biodro, jak zwierze rażone prądem elektrycznym, patrzyła przed siebie niewidzącymi oczami i zawodząca bez przerwy:
- Allah! Aaallah! Aaallah!”

Potencjalni turyści zwiedzający dowolne miasto w Indiach powinni zapamiętać, jak może wyglądać codzienna egzystencja jego mieszkańców.  Jest to obraz niedostępny dla nieuważnego obserwatora, ukryty pod fasadą rozwijającego się gospodarczo, barwnego i fascynującego kraju, w którym, oprócz historii przedstawionych w książce, jest jeszcze ponad miliard innych, podobnych.