McCarthy urodził się w 1933 roku. Był trzykrotnie żonaty. Nie ukończył
studiów. Służył przez cztery lata w wojsku, stacjonował na Alasce, gdzie
prowadził program radiowy. Pisząc swą pierwszą powieść pracował jako
mechanik samochodowy. Wiemy o nim niewiele więcej. Wręcz obsesyjnie
chroni swoją prywatność, nie udziela wywiadów, nie występuje w
telewizji, co musi być trudne zwłaszcza po sukcesie filmu To nie jest
kraj dla starych ludzi nakręconego przez braci Coen.
Mam słabość do literatury amerykańskiej, zwłaszcza traktującej o Południu. Nic więc dziwnego, że jednym z moich ulubionych pisarzy jest od kilku lat Cormac McCarthy. Uwielbiam książki Faulknera, w którego ślady poszedł w pewnym sensie McCarthy. Ciągnie mnie zawsze w bibliotece do półki z jego powieściami, ale nie zawsze coś biorę. Dlaczego? McCarthy’ego trzeba czytać w małych dawkach. Z przerwami miedzy powieściami. Jeśli się nie przestrzega tej zasady można się zniechęcić. Jego proza jest ciężka, mimo że pisana prostym, przystępnym, ale pięknym językiem.
McCarthy jest mistrzem w tworzeniu klimatu. Tyle, ze klimat ten jest mroczny, oniryczny, szary, z nieokreślonym złem. To zło nie mające konkretnej postaci jest głównym bohaterem jego książek. Na jego tle poznajemy innych bohaterów, którzy temu złu się poddają, oddychają nim. Zwykle są to outsiderzy, ludzie z jakichś powodów nie przystający do społeczeństwa i jego norm.
Czytając powieści McCarthy’ego ma się wrażenie, że to zapis jakiegoś koszmarnego snu. Autor nie wnika w zakamarki duszy bohaterów, nie analizuje ich zachowań, poznajemy ich w działaniu. Autor ogranicza interpretację do minimum, wnioski musi wyciągną sam czytelnik.
Częstym motywem w tych książkach jest kwestia walki o przetrwanie. Sam autor wyjaśnił to w taki sposób:
“I don’t understand [Proust and Henry James]. To me, that’s not literature” because real literature “deals with issues of life and death.”
Mnie urzeka styl tej prozy. Język tych książek jest oszczędny, zwięzły i konkretny. Forma jest niezwykle istotnym elementem. Myślę jednak, ze nie każdemu może się podobać. Wielu czytelników skarży się na język hiszpański, którego jest bardzo dużo w Trylogii Pogranicza. Mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, doceniam, że McCarthy celowo się nauczył języka obcego dla takiego efektu.
Czymś co jest bezsprzeczne jest fakt, że te opowieści są na tyle sugestywne, dotykające jakich wewnętrznych strun w naszych duszach, tak oddziałujące na wrażliwość, że ich czytanie przypomina uderzenie w głowę ciężkim i obłym przedmiotem. Te powieści chyba nikogo nie pozostawią obojętnym (jeśli ktoś cokolwiek z nich zrozumie). Zarówno forma literacka, jak i treść książek są albo do zaczytywania się albo do nienawiści. To się po prostu albo podoba albo nie. Nie ma wyjść pośrednich. McCarthy sucho i bez komentarzy opisuje wszelkie rodzaje barbarzyństwa, zła, upodlenia, brudu i beznadziei. I robi to w sposób absolutnie genialny. Dla mnie ten człowiek posiada wielki talent.
Przeczytałam Drogę, Krwawy południk, To nie jest kraj dla starych ludzi, Dziecię boże, W ciemność, Rącze konie. Ta ostatnia książka była dla mnie jedynym rozczarowaniem. Pozostałe wywołały we mnie tyle emocji, że nie potrafię tego zwięźle określić. Każda jest inna, ale wszystkie łączy ten specyficzny klimat. Większości czytelników spodoba się pewnie Droga, reszta już nie każdemu przypadnie do gustu. Niemniej jednak zachęcam do sięgnięcia po książki Cormaca McCarthy’ego, naprawdę szczerze polecam przynajmniej spróbować.
Droga – Wędrówka ojca i syna w zniszczonym świecie. Nie dowiadujemy się co się stało ze światem. Ciągła walka o przetrwanie, poszukiwanie jedzenia i jakiegokolwiek schronienia. Drugi człowiek jest największym zagrożeniem. Przygnębiający i przerażający klimat. Wędrówka, która nie może mieć pomyślnego zakończenia. Warto zacząć od tej pozycji przygodę z tym autorem. W moim osobistym rankingu to jedna z ulubionych książek w ogóle.
To nie jest kraj dla starych ludzi - Moss podczas polowania odkrywa miejsce porachunków gangu narkotykowego. Zabiera walizkę pieniędzy. W nocy wraca w to miejsce żeby zabrać również towar – to był błąd. Od tej pory jest ścigany przez bezwzględnego i okrutnego Chigurh’a. Pogranicze Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Mroczny klimat i rewelacyjny styl McCarthy’ego.
Dziecię boże - Lester Ballard zostaje wypchnięty poza nawias życia społecznego. Wiedzie życie leśnego szaleńca dopuszczającego się co raz straszniejszych zbrodni. Przesłanie książki jest takie, że Ballard również, tak jak ty czy ja jest dziecięciem bożym i to nie koniec podobieństw między nami. Książka jest przerażająca, ale wrażenia łagodzi spokojny ton narracji.
Rącze konie – mamy tutaj sentymentalny wręcz liryczny opis Pogranicza. Trzeba przyznać, że McCarthy potrafi wspaniale opisywać swoje rodzinne strony. Bohaterowie tej książki nie godzą się na życie jakie przyszło im wieść na farmie. Wyruszają w poszukiwaniu przygód na południe, ale nie mają bliżej określonego celu. Dwaj kilkunastoletni chłopcy muszą podczas tej wyprawy dorosnąć i zmierzyć się z prawdziwym, brutalnym światem. Poznajemy tutaj bardziej współczesne pogranicze (połowa XXw.) niż w częściowo historycznym Krwawym południku.
Krwawy południk - zachwyca język, chociaż w tym przypadku uczucia bywają mieszane z powodu tego co autor opisuje. Przez ponad 400 stron nie szczędzi nam widoku krwi i flaków. Książka opowiada o Dzieciaku, który w wieku 12 lat opuszcza ojca i włóczy się po dzikim zachodzie. Przyłącza się do grupy najemników mordujących Indian i Meksykanów. Wędrują po południowo-zachodnich stanach mordując, plądrując, gwałcąc. Przyzwyczajeni byliśmy do trochę innego obrazu Dzikiego Zachodu, np. z książek o Winnetou, czy westernów. W świecie opisanym przez McCarthy'ego nie ma honoru, litości, ba, nawet człowieczeństwa. Bohaterowie wędrują jak łachmaniarze, barbarzyńcy, "pochodzący z cywilizacji nieznającej koła". A może jednak w Dzieciaku tli się jeszcze jakieś ludzkie uczucie…
W ciemność – rodzaj baśni o matce poszukującej swego dziecka. Znowu bohaterowie idą przez całą powieść, idziemy za nimi i z przerażeniem obserwujemy świat w jakim żyją. Widzimy wyzysk, zło, okrucieństwo, zanik ludzkich odruchów i najdziwniejsze typy zamieszkujące okolice, prze które podążamy. Najgorsze jest to, że ktoś idzie za nami… Książka jest świetnie przetłumaczona!
Ponizej fragment:
„Przestało padać. Wyczekiwał deszczu i spoglądał w niebo w bezgwiezdnych ciemnościach, najpierw idąc drogą, której nie widział, a później przez las, którego mieszkańców nie słyszał. Kiedy wszedł na polankę, zza chmur wyjrzała misa niewielkiego gorącego księżyca, jakby witając go w domu. W chacie nie paliło się światło. Przez chwilę stał nieruchomo, tylko jego koścista pierś wznosiła się i opadała.
Rinthy spała. Gdy wyłonił się ponownie z chaty, trzymał w ręku siekierę. Za polanką wszedł na ścieżkę wiodącą do źródła i znalazł się w lesie. Przystanął w kalinowych zaroślach, rozejrzał się, a następnie wbił siekierę w ziemię. Otarł czoło mankietem koszuli, znów sięgnął po siekierę i zaczął nią walić w ziemie z szaleńczą energią.”
czwartek, 12 stycznia 2012
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Niebezpieczna ZUMBA!
Piszę tego posta ku przestrodze.
W większości klubów sportowych w Lublinie, od pewnego czasu pojawiła się ZUMBA.
Zajęcia te cieszą się dużą popularnością, ponieważ są świetną alternatywą dla
meczących i nudnych ćwiczeń. Tu zapewniamy sobie dawkę ruchu, intensywne
spalanie kalorii i zastrzyk energii jednocześnie świetnie się bawiąc. ZUMBA
jest połączeniem fitness i tańca. Uczestniczki zajęć, uśmiechnięte od ucha do
ucha, wymachują różnymi częściami ciała w takt np.:
Nie zdają sobie sprawy z
zagrożeń!
A teraz moje wyznanie:
Nazywam się Senstatoro i jestem
zumboholiczką…
To zaczęło się na wiosnę, ale
wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Zobaczyłam program TV, w którym ktoś z
zachwytem opowiadał o ZUMBIE. Potem przez długi czas o tym nie myślałam. Bo i
nie było przecież o czym. Nie lubię tańczyć, nie przepadam za sportem (oprócz
roweru i spacerów), w szkole zawsze przybiegałam do mety ostatnia i miałam
problemy ze złapaniem piłki. Wspomnienia gier zespołowych, w których musiałam
brać udział, są dla mnie nadal traumatyczne.
Aż pewnego dnia, pod koniec października,
wpadł mi w ręce kupon rabatowy na fitness w jednym ze znanych lubelskich klubów
sportowych. Stwierdziłam, ze spróbuję. Brakuje mi ruchu bo na rower robi się już
za zimno, do tego jesienne obżarstwo i nie długo nie zmieszczę się w ten nowy
płaszcz, którego tak długo szukałam. Przypomniałam
sobie ten program w TV i zdecydowałam się pochodzić przez miesiąc na ZUMBĘ.
Pierwsze zajęcia były bardzo
meczące i w dodatku frustrujące bo ciężko mi było nadążyć i musiałam być cały
czas skupiona na instruktorce, żeby naśladować jej ruchy. Widziałam swoje
wysiłki w lustrze – po pierwszej piosence miałam już zadyszkę i byłam czerwona
jak burak, w dodatku uznałam, że poruszam się jak słoń. Mimo to, już na tych
pierwszych zajęciach również na moich ustach pojawił się cień uśmiechu. Na
kolejnych zajęciach radziłam sobie już co raz lepiej i w końcu ja też zaczęłam się
uśmiechać od ucha do ucha.
Takie były niewinne początki.
ZUMBA jest najszybciej uzależniającym narkotykiem!!! Wsiąkłam w to już po
tygodniu, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jestem uzależniona. To
trwa już dwa miesiące i nie potrafię przestać.
Drodzy czytelnicy, a zwłaszcza
czytelniczki strzeżcie się!
Postanowiłam zająć się
zagadnieniem tego nowego środka uzależniającego. Poniżej przedstawiam listę
objawów, jakie mogą sugerować, że podobnie jak ja, wpadliście w sidła ZUMBY.
Objawy zumbocholizmu:
1. Ciągłe
mówienie i myślenie o ZUMBIE
2. Zmiana
stylu ubierania się
3. Zaniedbywanie
obowiązków
4. Długie
przesiadywanie przed komputerem i szukanie informacji o ZUMBIE – np.: sklepy z
odzieżą na ZUMBĘ, klipy z zajęć, specyficzna muzyka (przykład powyżej)
5. Spadek
wagi ciała
6. Rozszerzone
źrenice, kiedy ktoś wymówi słowo ZUMBA
7. Zumbowanie
samemu w domu
8. Dziwne
zachowanie w miejscach publicznych, np.: w sklepach, jeśli nadawana jest tam
muzyka z ZUMBY – podrygiwanie, nucenie, chęć natychmiastowego sięgnięcia po
ZUMBĘ, taka osoba zwykle mówi komuś, z kim akurat przyszła do tego sklepu, że
do tej piosenki jest fajny układ
9. Przekonanie,
że Danza Koduro to najlepszy utwór na pierwszy taniec na młodej pary na weselu
10. Rozważanie
imienia ZUMBA dla zwierzęcia domowego, a nawet córki
11. Szukanie
wsparcia na forach internetowych
Nie wszystkie z powyższych objawów dotknęły akurat mnie.
Nie mniej jednak wynikają one z obserwacji i rozmów z innymi zumbo-maniakami. Jeśli
ktoś ma jeszcze inne objawy, proszę o kontakt.
Pamiętajcie ZUMBA to choroba!
sobota, 31 grudnia 2011
Podsumowanie
Pod względem czytelniczym nie był to zły rok, mimo zawirowań w życiu
osobistym. Mam nadzieję, że 2012 będzie dla mnie spokojniejszy. Tego też
życzę szanownym czytelnikom. Nie przejmujmy się tymi strasznymi
prognozami, jakimi straszy nas dzisiaj od rana Internet.
Poniżej przedstawiam listę książek, które przeczytałam w 2011 roku. Wyróżniłam pozycje, które podobały mi się najbardziej (miały najwyższe oceny).
Poniżej przedstawiam listę książek, które przeczytałam w 2011 roku. Wyróżniłam pozycje, które podobały mi się najbardziej (miały najwyższe oceny).
|
Lp.
|
Autor
|
Tytuł
|
|
1.
|
John
Steinbeck
|
Tortilla
Flat
|
|
2.
|
Olga
Tokarczuk
|
Gra
na wielu bębenkach
|
|
3.
|
Oliver
Sacks
|
Muzykofilia
|
|
4.
|
Andrzej
Pilipiuk
|
2586
kroków
|
|
5.
|
Iris
Murdoch
|
The
Sea, The Sea
|
|
6.
|
Michel
Houellebecq
|
Cząstki
elementarne
|
|
7.
|
Michael
White John Gribbin
|
Stephen Hawking. A Life In Science
|
|
8.
|
Aravind
Adiga
|
Miedzy
zabójstwami
|
|
9.
|
Fiodor
Dostojewski
|
Bracia
Karamazow
|
|
10.
|
Stephen
Hawking
|
Krótka
historia czasu
|
|
11.
|
Dorota
Sumińska
|
Zwierz
w łóżku
|
|
12.
|
Jacek
Hugo-Bader
|
Biała
gorączka
|
|
13.
|
J.M.Coetzee
|
Disgrace
|
|
14.
|
Samantha
Harvey
|
The
Wilderness
|
|
15.
|
Andrzej
Stasiuk
|
Taksim
|
|
16.
|
Lombroso
|
Geniusz
i obłąkanie
|
|
17.
|
Antoni
Libera
|
Madame
|
|
18.
|
Cormac
McCarthy
|
To
nie jest kraj dla starych ludzi
|
|
19.
|
Richard
P. Feynman
|
„Pan
raczy żartować, panie Feynman!”
|
|
20.
|
Philip
Roth
|
Kompleks
Portnoya
|
|
21.
|
Richard
Dawkins
|
Rzeka
genów
|
|
22.
|
Joyce
Carol Oates
|
Zabiorę
cię tam
|
|
23.
|
Aleksander
Sołżenicyn
|
Archipelag
Gułag t.I
|
|
24.
|
Aleksander
Sołżenicyn
|
Archipelag
Gułag t. II
|
|
25.
|
Aleksander
Sołżenicyn
|
Archipelag
Gułag t. III
|
|
26.
|
Roddy
Doyle
|
Paddy Clarke Ha! Ha! Ha!
|
|
27.
|
Zadie Smith
|
The Autograph Man
|
|
28.
|
Richard
Dawkins
|
The Greatest Show on Earth
|
|
29.
|
Paweł
Huelle
|
Weiser
Dawidek
|
|
30.
|
Cormac
McCarthy
|
Rącze
konie
|
|
31.
|
E.M.
Remarque
|
Łuk
Triumfalny
|
|
32.
|
Eduardo
Mendoza
|
Prawda
o sprawie Savolty
|
|
33.
|
José
Carlos Somoza
|
Klara
i półmrok
|
|
34.
|
Vladimir
Nabokov
|
Dar
|
|
35.
|
Desmond
Morris
|
Naga
małpa
|
|
36.
|
Ernest
Hemingway
|
Komu
bije dzwon
|
|
37.
|
Martyna
Wojciechowska
|
Kobieta
na krańcu świata
Część
II
|
|
38.
|
Irwing
Stone
|
Pasje
utajone czyli Zycie Zygmunta Freuda
|
|
39.
|
Lillian
Glass
|
Toksyczni
ludzie
|
|
40.
|
Ute
Ertchardt
|
Grzeczne
dziewczynki Ida do nieba, niegrzeczne idą tam gdzie chcą
|
|
41.
|
Bret
Easton Ellis
|
American
Psycho
|
|
42.
|
Mario
Vargas Llosa
|
Raj
tuż za rogiem
|
|
43.
|
Dukaj
|
Lód
|
|
44.
|
Terry
Pratchett
|
Piekło
pocztowe
|
|
45.
|
Khaled
Hosseini
|
Chłopiec
z latawcem
|
|
46.
|
James D. Watson, Andrew Berry
|
DNA
Tajemnica życia
|
|
47.
|
Emma
Donoghue
|
Room
|
|
48.
|
Cormac
McCarthy
|
W
ciemność
|
|
49.
|
J.M.
Coetzee
|
Summertime
|
|
50.
|
Steinbeck
|
Grona
gniewu
|
|
51.
|
Kenzaboro
Oë
|
Zerwać
pąki, zabić dzieci
|
piątek, 30 grudnia 2011
Tajemnica życia
James Watson wraz z Francisem Crickiem w roku 1953 odkryli
strukturę cząsteczki kwasu deoksyrybonukleinowego – DNA, która jak
podejrzewali, była kluczem do rozwikłania tajemnicy życia. Podwójna helisa
zapewniła im Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny i to, że uczymy
się o nich w szkole (co nie wszystkich cieszy). Z kolei Andrew Berry zajmuje
się genetyką drozofili melanogaster (pod tą pięknie brzmiącą łacińską nazwą
kryje się muszka owocówka) na Uniwersytecie Harvarda. Książka została wydana z
okazji pięćdziesiątej rocznicy odkrycia podwójnej helisy. Ukazuje kulisy
odkrycia , a także jego skutki dla rozwoju genetyki, a także naszego rozumienia
kim jesteśmy. Wspaniała, fascynująca podróż przez historię nauki, pełna anegdot
i zawierająca pewną dawkę wiedzy naukowej, którą nawet laik zdolny jest
przyswoić i przynajmniej z grubsza zrozumieć o czym mowa.
Najprościej będzie przedstawić zawartość tej książki
przytaczając spis rzeczy:
1.
Początki genetyki: od Mendla do Hitlera
2.
Podwójna helisa: istota życia
3.
Odczytywanie kodu: DNA i życie
4.
Zabawa w Stwórcę: DNA projektowany na miarę
5.
DNA, dolary i leki: biotechnologia
6.
Burza w talerzu owsianki: genetyczna modyfikacja
żywności
7.
Ludzki genom: scenariusz życia
8.
Odczytywanie genomów: ewolucja w działaniu
9.
Pożegnanie z Afryką: DNA i ewolucyjna przeszłość
człowieka
10.
Genetyczny odcisk palca: DNA w sądzie
11.
Polowanie na gen: genetyka ludzkich chorób
12.
Zwalczyć chorobę: leczenie i profilaktyka
zaburzeń genetycznych
13.
Kim jesteśmy: geny czy wychowanie?
DNA to najlepsza książka popularno-naukowa jaką przeczytałam
w 2011 roku. Sięgnęłam po nią żeby przypomnieć sobie, to czego się nauczyłam z
genetyki. Dała mi jednak dużo więcej. Umieszcza genetykę i badania nad ludzkim
genomem w szerszym kontekście społecznym i politycznym. Daje dobry materiał do
zastanowienia się, np.: to jakie, tak właściwie, jest moje zdanie na temat żywności
genetycznie modyfikowanej? Dowiadujemy się jakie związki łączą naukę z biznesem
i jak to wszystko się zaczęło.
A to wszystko opisane dowcipnie i z polotem, przystępnym
językiem. Książka ta będzie pasjonującą lekturą zarówno dla specjalistów, jak i
laików. Watson opowiada o sobie i swoim odkryciu w sposób szczery i
bezkompromisowy. Przyznaje się do swoich błędów w ocenie różnych zjawisk,
dzieli się swoimi wątpliwościami w kwestiach, którym poświęcił wiele lat pracy,
tj. etyki badań naukowych.
DNA Tajemnica życia to książka, którą koniecznie trzeba
przeczytać, mało tego – warto ją mieć, tym bardziej, że jest pięknie i bogato
wydana.
Polecam.
czwartek, 29 grudnia 2011
Od Mikołaja
środa, 7 grudnia 2011
Room Emma Donoghue
Audrey Niffenegger napisała, że Pokój to książka do przeczytania za jednym posiedzeniem. Kiedy skończysz, świat wygląda tak samo jak wcześniej, ale ty jesteś w jakiś sposób odmieniony i to uczucie trwa przez wiele dni. Nie wiem czy na mnie tak mocno wpłynęła lektura Pokoju. Sięgnęłam po nią skuszona reklamą w magazynie Książki… Wcześniejsze zachwyty nad tą książką jakie do mnie docierały, nie skłaniały mnie do przeczytani tego bestsellera. Trudno mi pokonać swoją niechęć do bestsellerów, mimo że już kilka razy się przekonałam, że niesłusznie.
Po pierwsze Pokój przełamał mój kryzys czytelniczy, a to duża zaleta.
Po drugie Pokój wywołał we mnie tak silne emocje jak żadna inna książka czytana w ostatnim czasie. Czytanie fragmentu o Great Escape doprowadziło mnie do takiego stanu, że nie mogłam usiedzieć w miejscu i co chwilę wydawałam okrzyki strachu, które wyrywały kota z drzemki (nie był z tego powodu zachwycony).
Druga część powieści jest, niestety, trochę mniej trzymająca w napięciu ale nie mniej interesująca. Mama i Jack próbują sobie ułożyć na nowo życie. Zwłaszcza dla matki okazuje się to trudne. Po 7 latach uwięzienia musi na nowo zbudować swoją tożsamość jako młodej kobiety a nie tylko matki. Chłopiec w tym czasie poznaje znany mu wcześniej tylko z telewizji świat. Musi zapoznać się z nowym zbiorem zasad, te którymi kierował się w Pokoju nie przystają do świata na zewnątrz.
Narracja z perspektywy pięcioletniego dziecka jest zdradliwa i w tym przypadku nie do końca mi to grało, nie mniej jednak czyta się to dobrze. Niejednemu czytelnikowi wyciśnie łzy z oczu. Tak jak przypuszczałam, mnie ta powieść zachwyciła mniej niż przeciętnego czytelnika. Widzę minusy zarówno formy jak i treści Pokoju. Nie jest to dzieło sztuki, ale jest to bardzo dobra książka zapewniająca rozrywkę i dająca do myślenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
