poniedziałek, 13 stycznia 2014

Safari mrocznej gwiazdy



Dark Star Safari

Overland from Cairo to Cape Town

Paul Theroux







Wszystkie wiadomości z Afryki są złe.  („All news out of Africa is bad”.) To pierwsze zdanie książki, kwestia, która zainspirowała Theroux do odbycia ponownej podróży na ten kontynent. Autor wraca tam po ponad 30 latach, chcąc uciec od cywilizacji, telefonów, maili, spotkań, zgiełku i bycia w ciągłym zasięgu. Postanowił wyruszyć w samotną podróż lądową wzdłuż całego kontynentu – Egipt, Sudan, Kenia, Uganda, Tanzania, Malawi, Mozambik, Zimbabwe, i Republika Południowej Afryki. Całość, spięta klamrą spotkań z dwojgiem laureatów literackiej Nagrody Nobla: w Egipcie Naguib Mahfouz, w RPA Nadine Gordimer.



Theroux nie wyruszył utartymi szlakami turystycznymi, które zafałszowują prawdziwy obraz regionu. Jego sposób podróżowania skutkował licznymi, niekoniecznie przyjemnymi przygodami. Nasz dzielny podróżnik był kilkakrotnie napadany, obrabowany, wyzywany, a nawet ostrzelany z broni palnej. Po powrocie do kraju jeszcze przez wiele miesięcy walczył z pasożytem, który jako pasażer na gapę zabrał się z nim do Londynu.
W podróży dokuczał mu upał, brak dróg, zdezelowane środki transportu, „bad people”. Theroux chciał sprawdzić co się zmieniło w Afryce przez te lata, które minęły od jego wyjazdu. Przed laty pracował w Malawi jako nauczyciel. Podróż była więc okazją do odwiedzenia szkoły, byłych uczniów, kolegów z pracy i przyjaciół.
 Jego obserwacje napawają mnie smutkiem i przygnębieniem. Pisze, że wszelkie zmiany jakie tam zaszły, są tylko zmianami na gorsze. Afryka jest bardziej głodna, biedniejsza, poziom edukacji jest jeszcze niższy, za to jest bardziej pesymistyczna, skorumpowana, do tego lekceważona przez świat, niezrozumiana, a mieszkańcy są najbardziej okłamywanymi ludźmi na świecie, manipulowanymi przez własne rządy, pomoc międzynarodową, zagranicznych ekspertów. Pomoc charytatywna przynosi, zdaniem Theroux, więcej szkody niż pożytku. Z resztą za te poglądy był mocno krytykowany. Do mnie jednak jego argumenty przemawiają.
Większość Afrykanów, z którymi rozmawiał autor, marzyła tylko o jednym – wyjechać stąd jak najdalej, najlepiej do Ameryki…
Safari mrocznej gwiazdy to obszerny reportaż ukazujący prawdziwą Afrykę. Jakże często naszym pierwszym skojarzeniem z tym kontynentem jest widok dzikich zwierząt na skąpanej w słońcu sawannie. Zapominamy, że to wielki kontynent gdzie są i pustynie i dżungla, góry, rzeki, kilka stref klimatycznych, a przede wszystkim ludzie, mówiący różnymi językami, o różnym odcieniu skóry i wierzący w różnych bogów.
Odbywając tak wyczerpującą podróż Paul Theroux nie jest już młodzieniaszkiem, dobiega sześćdziesiątki, jednak wciąż jest pełnym entuzjazmu, ciekawości świata i zapału podróżnikiem, który jednocześnie niejedno już widział i przeżył. Książka jest napisana tak, że nie można się od niej oderwać. Czytelnik niemalże czuje, że wędruje razem z nim. To jedna z lepszych książek, które czytałam w 2013 roku. Polecam.

Moja ocena: 6/6

Theroux, P., Dark Star Safari. Overland from Cairo to Cape Town. Penguin Books. 2003.

sobota, 20 lipca 2013

Spotkanie po latach

Nowa książka Johna Irvinga porusza temat lektur, które pomagają młodym ludziom, nastolatkom dorosnąć, zrozumieć swoje rozterki. Dla mnie takimi książkami były w pewnym sensie powieści Johna Irvinga. Zaczytywałam się nimi w liceum, były odskocznią, od czasami szarej, szkolnej rzeczywistości, bawiły. Może nie uczyły ale z pewnością jakoś wpływały na mój rozwój. Napisane bardzo przystępnym językiem, mało literackim ale też nie z ulicy, przesycone seksualnością, humorem, poszukiwaniem swojej tożsamości. Moją ulubioną książką tego autora był chyba Regulamin tłoczni win, ale inne również bardzo lubiłam.
Kiedy byłam na studiach wyszła powieść Zanim cię znajdę. Kupiłam ją w oryginale bo akurat dość intensywnie uczyłam się angielskiego. Until I Find You stoi teraz na mojej półce jak wyrzut sumienia – nie doczytałam jej do końca, a bardzo tego nie lubię. Do tej pory tkwi w niej zakładka. Utknęłam na 510 stronie, czyli już za połową, ale jej lekturę do tego etapu też wspominam jako udrękę. Dlaczego? Myślę, że po latach znalazłam odpowiedź na to pytanie sięgając po najnowszą powieść Irvinga pod tytułem W jednej osobie.

Tym razem udało mi się wytrwać do końca ale lektura nie była taką przyjemnością jaką powinna być. Czekałam do końca licząc na to, że jeszcze na tych stronach odnajdę starego dobrego Irvinga. Nie było go tam...
Książka opowiada o Billym Abbotcie. Narrator jest już starszym panem i z perspektywy lat opowiada o swoim życiu i o stawaniu się sobą, z naciskiem na kształtowanie się jego tożsamości seksualnej. Brzmi interesująco. Co wydarzyło się w życiu młodego, nastoletniego chłopca, że stał się on biseksualny? W czasach szkoły średniej William przeżywał zauroczenie swoim ojczymem, kolegą ze szkoły, tajemniczą panną Frost, bibliotekarką, która umiejętnie podsuwa mu literaturę. Chłopak fascynuje się teatrem amatorskim działającym w miasteczku, gdzie jego matka jest suflerką, a ciotka i dziadek Harry aktorami. Dziadek fantastycznie odtwarza wszelkie role kobiece.
 Pomysł ciekawy, niestety realizacja beznadziejna… Fabuła tej książki jest tak oddalona od życia, od sedna problemu i realizmu jak to tylko możliwe. Nagle okazuje się bowiem, że wszyscy mieszkańcy małego, amerykańskiego, prowincjonalnego miasteczka mają problemy natury seksualnej. Okazuje się, że w mieście aż roi się od osób transseksualnych, biseksualnych, homoseksualnych, transwestytów… Zapewne autorowi o to chodziło aby przedstawić problem w sposób przerysowany i komiczny, jednak zrobiło się od tego za gęsto, przestało być zabawnie, a zrobiło się żałośnie. Granica między zabawnie i żałośnie zawsze jest bardzo, bardzo cienka. Odważne, prowokacyjne opisy seksu, z których znamy Irvinga, w tej książce są odpychające.
W książce pojawiają się wątki dobrze znane z innych utworów tego autora np.: „Wielkie nadzieje” Dickensa, jako najważniejsza książka w życiu bohatera, czy zapasy.
Billy Abbot wychowywał się bez ojca, ale dużo o nim słyszał, opowiadał mu o nim jego dziadek, matka i wuj. W końcu Billemu uda się odnaleźć ojca w Hiszpanii. I co? Okazuje się, że został gejem…
W jednej osobie to próba zwrócenia uwagi na fakt, że ludzka seksualność posiada wiele odcieni i nawołuje do tolerancji. W moim przypadku osiągnięto skutek przeciwny do zamierzonego, jeśli jakikolwiek. Chętnie wymienię tę książkę lub po prostu sprzedam. Na pewno do niej nie wrócę i nie będę miała do niej sentymentu. 

Podsumowując: jeśli zastanawiasz się nad przeczytaniem tej książki to mogę Ci powiedzieć, że naprawdę nic nie stracisz nie czytając jej. Mi, fance dawnego Irvinga żal to pisać ale taka jest prawda. To był mój ulubiony pisarz…

John Irving, W jednej osobie, przeł. M. Moltzan-Małkowska, Pruszyński i S-ka, 2012.